Kategorie
Blog

Historia o frustracji i radości. Dla tych, którzy (czasem) nie lubią angielskiego

Któregoś razu pojechałam po raz pierwszy do klienta w firmie, który miał się uczyć angielskiego na kursie wykupionym przez pracodawcę. W pierwszej minucie spotkania powiedział mi, że zupełnie nie ma talentu do języków. Odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą, że nie wierzę w coś takiego jak zupełny brak talentu. Chociaż wierzę w problemy z motywacją.

Po pierwszych zajęciach, po określeniu celów nauki, przemyśleniu korzyści z niej wynikających, pojawił się cień zapału. Uzgodniliśmy sposób pracy i zabraliśmy się do nauki. Jednak dość szybko, po 2, 3 zajęciach wydawało się jednak, że wraca pewne zwątpienie, jakaś niewypowiedziana frustracja.  I wtedy, gdy zaczęliśmy się temu przyglądać, Robert – tego imienia użyję na potrzeby bloga – powiedział mi, że nie chce się uczyć angielskiego. Nie chce, nie lubi i jest wkurzony, że musi. Dlaczego tak jest, że my musimy się uczyć angielskiego, zamiast poświęcać ten czas na swoje pasje czy rodzinę?

Sami Brytyjczycy czy Amerykanie na ogół do języków się nie garną – i nie muszą, bo wszystko jest tłumaczone na angielskie, wszystko jest dostępne w języku angielskim. Gdzie tu sprawiedliwość?

Rozumiem Roberta.

Bardzo dobrze pamiętam ten moment i pamiętam z jaką energią i spójnością powiedział to zdanie.

Mówił więcej i mówił tak, jakby z każdym zdaniem odkrywał co go tak uwiera w tym przeklętym angielskim.

Nie wiem, czy jestem w stanie to wyjaśnić, ale w tym zdaniu była radość, która nie mogła mi się nie udzielić. Radość zrozumienia, przyznania sobie prawa do tego by nie chcieć się uczyć, by właśnie tak się czuć. Beż żadnego „ale przecież muszę”, czy „nie ma sensu tak myśleć, bo przecież nie mam wyboru”.

 

Masz prawo nie chcieć uczyć się angielskiego.

Masz prawo nie znać języka angielskiego.

To, że nie znasz angielskiego, albo że nie znasz go na takim poziomie, jakbyś chciał, nie umniejsza Twojej wartości. Nie określa Twojej inteligencji, nie definiuje zdolności.

Masz prawo nie rozumieć, masz prawo nie pamiętać tak zwanych „podstawowych słów.”

Czy znacie kogoś, kto mieszka w Polsce i wstydzi się, że nie zna holenderskiego? Albo czeskiego? Włoskiego może? Znam holenderski i mogę Wam powiedzieć, że jest łatwiejszy niż angielski. Znajomi donoszą, że włoski i hiszpański są jeszcze prostsze. Ale nikt nie przeżywa wstydu z powodu nieznajomości tych języków, bo akurat w przypadku angielskiego istnieje przekonanie, że ten język trzeba znać.

Tak, angielski nas otacza. Nawet jeśli staramy się go ominąć w Internecie, słychać go w filmach. Napisy po angielsku widujemy w miejscach publicznych, na produktach, być może słyszymy też język angielski w pracy.

Ale od czytania etykiet nie nauczysz się mówić, od „styczności” z językiem nie nabierzesz płynności. Trzeba po język aktywnie sięgać, używać go. Na znajomość języka wpływa bardzo wiele czynników – w jakim wieku byliście, kiedy mieliście okazję używać angielskiego po raz pierwszy, jaka to była forma interakcji, ile korzystacie z niego na co dzień, jak wyglądały (na ile motywujące lub nie) były Twoje doświadczenia z formalną nauką (np. w szkole), ile czasu poświęcasz innym pasjom i dziedzinom. Nie ma żadnej miary, na podstawie której można byłoby stwierdzić, że każdy „powinien” znać angielski na określonym poziomie.

 

Jeśli dojdziesz do wniosku, że NIE CHCESZ uczyć się angielskiego, powiedz to sobie na głos, powiedz to z siłą, poczuj tę energię, zostań z nią.

Sęk w tym, że lepiej przyznać się przed sobą i podjąć decyzję (np. „na dziś nie chcę kontynuować”, albo „nie chcę, ale tego oczekuje ode mnie pracodawca, więc decyduje się na to, na przykład w jakimś zakresie; albo może „spróbuję zrozumieć, dlaczego tak jest i co mogę z tym zrobić), niż mieć poczucie, że nie mamy żadnego wyboru.

 

To nie znaczy, że namawiam do porzucenia nauki. Ale ważniejsze niż nauka jest zrozumienia oporu, który się pojawia, danie sobie prawa do tego, by czuć się tak, jak się czujemy. Warto znać angielski (choć nie dla każdego tak samo warto i nie dla każdego z tych samych powodów), ale jeszcze bardziej warto znać siebie, być ze sobą w zgodzie. Tego Wam życzę.

Za „nie chcę” często kryje się brak sukcesów, brak poczucia pewności siebie lub postępów. Czasem nieodpowiednio dobrany poziom albo metody pracy. Ale tylko Ty masz dostęp do swoich powodów i tylko Ty możesz zdecydować, czy chcesz do nich dotrzeć.

And don’t beat yourself up – this really doesn’t help.

Jak dalej było z Robertem? Czy na tym odkryciu zakończyliśmy współpracę?

Jednak nie. Robert zdecydował, że chce tylko opanować absolutne minimum, którego potrzebuje, żeby dogadać się w pracy. Trzy, cztery czasy, najpopularniejsze słowa. I tak wyznaczaliśmy małe cele i monitorowaliśmy je co kilka tygodni.

Semestr zakończył tuż przed pandemią z bardzo pozytywnym wynikiem, dużą satysfakcją i chęcią przynajmniej pielęgnowania tego, co osiągnął.

 

A odnośnie Brytyjczyków, Amerykanów i wszystkich rodzimych użytkowników języka angielskiego, żeby nie było, że mają tak dobrze, cytat z Olgi Tokarczuk, dla odmiany po angielsku:

 

“There are countries out there where people speak English. But not like us – we have our own languages hidden in our carry-on luggage, in our cosmetics bags, only ever using English when we travel, and then only in foreign countries, to foreign people. It’s hard to imagine, but English is the real language! Oftentimes their only language. They don’t have anything to fall back on or to turn to in moments of doubt. How lost they must feel in the world, where all instructions, all the lyrics of all the stupidest possible songs, all the menus, all the excruciating pamphlets and brochures – even the buttons in the lift! – are in their private language. They may be understood by anyone at any moment, whenever they open their mouths. They must have to write things down in special codes. Wherever they are, people have unlimited access to them – they are accessible to everyone and everything! I heard there are plans in the works to get them some little language of their own, one of those dead ones no one else is using anyway, just so that for once they can have something just for them.”

― Olga Tokarczuk, Flights

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *